- 100 g miękkiego masła
- 70 g cukru
- 2 duże jajka
- 100 g mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 płaska łyżka dobrego kakao
- 1 tabliczka ulubionej czekolady (u mnie gorzka)
- pół tabliczki trochę mniej ulubionej czekolady, ale też dobrej (u mnie mleczna)
- lukier (cukier puder + sok z cytryny)
- różowe pianki marshmallow
- kruche ciasteczka lub parę suchych biszkoptów
Napisz dziennikarsko o nieboszczykach tak, żeby to było a) naukowe, b) dokładne, c) śmieszne, ale d) jednocześnie taktowne kiedy trzeba i z zachowaniem wyczucia i dobrego smaku. Roach zjeździła krematoria, kostnice, zakłady pogrzebowe, sale anatomiczne, wydziały medycyny, gdzie studenci kroją swoje, hm, preparaty (ładna, naukowa nazwa). Jestem ogólnym strachajłem – od horrorów trzymam się z daleka, a Czarnego Łabędzia oglądałam przez szpary w palcach przyciśniętych do twarzy. Ale takich, powiedzmy, obrzydliwości, jestem ciekawa. Jeśli ktoś nie podziela mojego zachwytu, radzę w tym momencie przerwać czytanie, bo zamierzam brnąć w dalsze szczegóły. Mary Roach kręcą tematy dziwaczne, zadawanie z pozoru głupich pytań, które większa z nas chciałaby zadać, tylko nie wie, czy wypada (czy lekarze boją się trupów? co się dzieje z ciałem po lekcji anatomii, kiedy studenci już zrobią co mieli do zrobienia?, czy się pan, panie grabarzu, boi?). W imię rozwoju medycyny, zwiększenia bezpieczeństwa na drogach i rozwikływania zagadek dotyczących zmarłych (na przykład czy całun turyński jest czy nie jest prawdziwy), po śmierci można dać się pokroić przez studentów medycyny na lekcji anatomii albo na szkoleniu dla chirurgów plastycznych, testować wytrzymałość samochodów w testach zderzeniowych, dać się zrzucić z lecącego kilka kilometrów nad ziemią samolotu, żeby sprawdzić, czy ofiary wypadków lotniczych mają jakąkolwiek szansę na przeżycie. Można wreszcie w bardzo egzotycznych miejscach dać się zjeść albo zażyć w celach leczniczych. Lub najnormalniej w świecie pochować.



Comments
wszystkie zdjęcia rewelacyjne :)
Muffina bym zjadła z przyjemnością, a poduchę chętnie też bym rozwaliła :)
tak strasznie żałuję, że nie mogłam wziąć udziału w Pillow Fight… :(
i że nie mogę zjeść choć jednej Twojej pięknej muffinki …
Pozdrawiam ciepło! :)
Pillow fight! ale czad :D nie wiedzialam ze cos takiego jest :D
A muffinki takie słodkie..:)
pozdrawiam,
M.Iwiczuk
Oj dzis mam taki zapas energii,ze chetnie wyladowalabym ja podczas takiej bitwy na poduchy…a potem usiadlabym grzecznie gdzies w przytulnym kaciku i wchlonela z osiem takich muffinkow.Serdecznie pozdrawiam!!!
Nie, nie byłam, ale świętowałam w gronie rodzinnym. Szczerze mówiąc, na początku wszyscy myśleli, że coś jest ze mną nie tak, musieli włączyć TV, żeby zrozumieć, że miałam powód zaatakować ich poduszką! Do Krakowa niestety mam daleko…
Przepraszam, że tak późno odpowiadam, ale zapomniałam po prostu.
Szkoda, że we Wrocławiu jeszcze się takie bitwy nie odbywają… chętnie bym wzięła w takiej udział :)
Muffinki – urocze maleństwa!
Holga, to musieli miec niezłe zadziwenie :)
Pozdrawiam cieplo!
Zawsze uwielbiałam gotować ale pieczenie mi nie szło. Ostatnio jednak zaczęłam się rozkręcać i pokochałam przygotowywanie słodkości, ciastek, ciast, tortów, deserów itd. Muffinów jeszcze nie robiłam.. ale mnie skutecznie natchnęłaś :-) (te z lukrem wyglądają wyjątkowo apetycznie) Dzięki, pozdrawiam.
Milena, spróbuj! Muffiny robi się szybko i bezproblemowo, a wychodzi ci mała pyszność :)
Bardzo mi sie podobają twoje muffinki: samo ciasto, ozdobienie – przeuroczo to wygląda. I w ogóle cały Twój blog mi sie bardzo podoba. To, jak piszesz o ksiązkach i o sprawach pozaksiązkowych. Momentami można się popłakac ze śmiechu :)