Składniki:
- szklanka mąki
- 1/4 szklanki cukru
- pół łyżeczki proszku do pieczenia
- szczypta soli
- jedno duże jajko
- 1/4 szklanki oleju
- pół szklanki mleka
- 3 garście posiekanych migdałów
- ptasie mleczko – tych prostokącików tyle, ile połowa muffinek – jeśli wyjdzie wam 9 jak mnie, to 5 ptasich mleczek, jak macie mniejsze foremki i napełnicie np. 12 foremek, to analogicznie 6 ptasich mleczek.
Czuję jakiś taki dyskomfort, że mam pisać o Władcy pierścieni. No bo co odkrywczego powiedzieć? Że fajne? No przecież, i to jak. Że grube? Nie inaczej. No dziwnie. Zresztą mi samej nie chciałoby się czytać po raz nie wiadomo który, że pierścień, hobbici, że to genialne, że gollum i my treasure – większość osób oglądała film. Wiadomo o co chodzi. Ale chce napisać o czymś innym. O moim zmaganiu się z Tolkienem. Bo to nie było tak, że wzięłam do reki, pomyślałam „ale czad ci hobbici” i lekturka na jedną noc. O nie nie. Trzy razy się przymierzałam. Za pierwszym poddałam się po 50 stronach, za drugim dociągnęłam trochę dalej, ale generalnie: też nie bardzo. I dopiero teraz mogę powiedzieć, że mi się podoba. Jestem święcie przekonana, że do niektórych książek trzeba dorosnąć, trzeba po nie sięgnąć w odpowiednim momencie. Z niektórymi tytułami to nie jest tak hop siup. Władca taki jest. Trzeba sobie dać na niego czas, czytać spokojnie, bo to książka drogi – Frodo pierścień dostaje, zbiera kmiotków i idzie. I idzie, i idzie, i idzie… I tak przez trzy części. W moim wydaniu przez ponad 1300 stron. Chodzi, człapie, ześlizguje się, stąpa ostrożnie albo biegnie, ucieka, przeskakuje, coś go łapie za nogę, ktoś komuś nogę ucina mieczem, coś się w nią wbija albo owija dookoła. Powieść dla chodziarzy.




Comments
A ja bym zostawiła z czekoladą, a co. Wspaniały pomysł no i super, że po sesji. Ja już zapomniałam jak to było.
Asia chyba zaczne grzebac w moich pudelkach w szafce w celu poszukiwania inspiracji do nadzienia! ale zarty na bok- swietny pomysl z tymi muffinkami i gratulacje zdanych egzaminow.Wypoczywaj kobieto!!
Ojej ale pyszności! na pewno rozpływają się w ustach te babeczki:)
Muffinki rewelacyjne, pomysł z ptasim mleczkiem był strzałem w dziesiątkę :)
A skończonej sesji gratuluję :) Też w czasie studiów uwielbiałam ten moment, bo choć kocham się uczyć, to ten „moment po” nagle jest jak dodanie skrzydeł :)
Bardzo rozbawiły mnie Twoje spostrzeżenia co do Tolkiena – powieść dla chodziarzy :DDD Dobre :)
Miłego wypoczywania :)
Pomysł na muffinki -doskonały. Ja Władcę przeczytałam kilka razy, to wspaniała książka. Choć nie lubię fantasy, „WP” nie tylko mnie do siebie przekonał, ale również wiele nauczył.
Ag – a wiesz, że ja tez nie lubię fantasy :) Ale władcę lubię. I zafona tez lubię (choć uparcie twierdze, że takie z niego fantasy, jak z mistrza i małgorzaty).
No! To jest ulga , jak się w końcu zaliczy niemiły obowiązek.. mnie czekają 2 pod koniec tygodnia i też sobie coś na osłodę upiekę. :)
Jeśli o Tolkiena chodzi, to zdecydowanie się zgadzam. Ja też zaczynałam kilka raz, a i tak nie skonczyłam. Tak jakos.. film mi wystarczył ostatecznie. :)
Genialny pomysł z tym ptasim mleczkiem. Zdecydowanie świetny pomysł. Zachęciłaś mnie opisem efektu tegoż eksperymentu!
A zdjęcia… Naprawdę przerewelacyjne, Asiu. Ogromnie mi się podobają.
Co do „Władcy” – czytałam. Dwukrotnie. I dwukrotnie mnie zachwycił. Tak jak piszesz nie jest lekturą – „hop, siup, raz, dwa, szybciutko, przyjemniutko”. O nie! Ale wciąga w ten swój magiczny klimat i fantastyczny świat. Tolkien to był jednak łebski gość…
Ściskam Cię!
Kuchareczko ,gratuluje zaliczonej sesji…czujesz sie teraz napewno lekko,tak jak z reklamy o ptasim mleczku i moze stad ten pomysl…podswiadomosc czasem nas zaskakuje…kiedys robilam smietanowca z ptasim mleczkiem (na zimno),ale zeby je upiec ??genialny pomysl…Pozdrawiam cie serdecznie!
a w jakim tłumaczeniu masz tego tolkiena? może w tym gorszym i dlatego tak źle Ci się czyta…