Miesiąc: styczeń 2011

PKP

Tym razem to nie książka do ciasteczka, a ciasteczko do książki będzie dodatkiem. Bo książka warta obsadzenia w głównej roli. Napisanie czegokolwiek historycznego o Polsce, jeśli nie ma się na nazwisko Davis i zrobienie tego tak, żeby się chciało czytać – graniczy z cudem. Chyba, że bardzo interesuje się historią, to zwracam honor, wtedy podejrzewam, …

Ciasteczka na zbyt trudne wyrazy

Brakczas. Sesjo, idź sobie! Ciągnąc za nonsensopedią, sesja znana jest z dużego stopnia niespodziewalności, stąd wziął się znany powszechnie zwrot grzecznościowy „W tym roku sesja znów zaskoczyła studentów”. A więc rzucony na głęboka wodę panie studencie, radź sobie sam. A tu bida z nędzą, nie chce się. Dziwne rzeczy się dzieją. Studenci stają się hiperaktywni …

Makowe miłostki

Lecąc na fali pieczenia dla innych – tort na kolejne urodziny. Torcik właściwie, bo nie za duży. Nie przepadam za robieniem dużych tortów – dopiero jak ktoś mnie poprosi, sprawia mi to przyjemność. Prędzej upiekę wielkie ciasto i to je będę dekorować niż wyzbieram się, żeby zrobić wielopiętrowy tort, do niego masę i najlepiej w …

Apple?

Czas zatrzymał w miejscu.  Tak się dookoła zrobiło refleksyjnie, w tym całym biegu dnia powszedniego, romantycznie wręcz… A poważnie, zegarek mi stanął. Mam taki nakręcany dzyndzelkiem z tyłu, którego jak się rano nie nakręci, to do wieczora nie pociągnie. I odwrotnie – jak się go wieczorem nie pomizia tam z tyłu, to rano tylko zegar …

Marcepanowe aniołki na dobry rok

Zamiast życzeń corocznych-noworocznych w nucie zdrowia-szczęścia-pomyślności, będą anioły. Niech was 2011 będzie tak bardzo obdarowywał dobrociami, jak bardzo przysadzisty jest anioł na choince na chwilę przed jej poświąteczną dekonstrukcją. Siedzę sobie dzisiaj, w świętym względnie spokoju – przed nosem kartki z notatkami do egzaminu, gdzieś dookoła wściekle różowy zakreślacz rywalizuje z wściekłozielonym o to, któremu …

Zagwostka

Po co są tramwaje? Tramwaje (i autobusy) są do czytania. I do myślenia. Ale bardziej do czytania. Bo do jeżdżenia to tak na końcu. O ile w ogóle przyjedzie. To nie to, że jestem przeciwnikiem samochodów. Nie bawię się w odpowiednik przypinania się do wieloryba, kiedy chcę go uratować – nie rozkładam się z piknikiem …